|
środa, 18 sierpnia 2010 09:24 |
Wróciliśmy już z kaukaskich wojaży, ze świeżymi jeszcze wspomnieniami, zmęczeni, ale szczęśliwi i dumni z sukcesu. Dzień, a raczej noc ataku szczytowego wypadał 13 sierpnia w piątek i prognozy nadsyłane przez Piotra właśnie tej dacie dawały największą szansę na powodzenie. Trudno było w to uwierzyć 12 sierpnia wieczorem, kiedy nad naszymi głowami szalała zamieć, a kolejne centymetry śniegu przykrywały lodowiec. Jednak znów prognoza okazała się bezbłędna i noc przyniosła idealne warunki do ataku - była bezwietrzna, bezchmurna i relatywnie ciepła. I znów z gwiaździstego nieba leciał deszcz perseidów, a przed nami i za nami noc rozświetlały światła czołówek i ratraków. A my znów w górę, przez lodowiec...
Podzieliliśmy się tym razem na dwie duże grupy - jedną prowadzoną przez Bolka i drugą prowadzoną przez bakarskiego przewodnika Muhamada Sotajewa. Od godziny 12.00 do 15.00 stawaliśmy na szczycie, wygonieni z niego w końcu przez burzę, opad śniegu i wyładowania elektryczne.
Dwie osoby nie osiągnęły szczytu - jedna z powodu awarii sprzętu, druga natomiast doszła do przełęczy i na wys. ok. 5400 m postanowiła wracać.
Podczas wyjazdu i w trakcie ataku szczytowego bardzo pomógł nam Bartek, który pojechał z nami drugi raz atakować tę górę i któremu tym razem się udało. Razem z Bolkiem, Bartkiem i Muhamadem na szczyt weszły 22 osoby. Wszystkim raz jeszcze gratulujemy i dziękujemy za udział w wyprawie.
|