Nowa Gwinea to druga co do wielkości wyspa na świecie, leżąca tuż nad Australią i jedno z najdzikszych miejsc na Ziemi. Jej wschodnią część zajmuje niepodległe państwo ? Papua Nowa Gwinea a zachodnia należy do Indonezji i nazywana jest Irian Jaya (obecnie coraz częściej nazywana jest Papua). Prawie 80% powierzchni porasta trzeci co do wielkości kompleks leśny na świecie (po Amazonii i Kongo) ale przez znawców uważany, za najbardziej dziki, niedostępny i najmniej poznany. Zamieszkują go krokodyle, jadowite węże i komary, oprócz tego, zwłaszcza z lotu ptaka można by go uznać, za zapomniany raj na Ziemi.
Odwiecznymi panami tych terenów są rdzenni ich mieszkańcy ? Papuasi z plemion ludożerców. Wzdłuż całej wyspy, mniej więcej jej środkiem biegnie pasmo górskie Sudirman - Gór Śnieżnych. Najwyższym jego wzniesieniem jest skalana płetwa o wysokości 800m, wyrastająca ponad dżunglę i otaczający ją bezpośrednio płaskowyż, Piramida Carstensz. Do XVII wieku nie znana Europejczykom, została odkryta przez holenderskiego żeglarza Jana Carstensza, obecnie jest celem wspinaczkowym dla wielu alpinistów z całego świata. Dlaczego? Otóż zaliczana jest do tzw. Korony Ziemi, czyli najwyższych szczytów siedmiu kontynentów i w ich gronie reprezentuje Australie i Oceanię. A co z Górą Kościuszki na kontynencie Australijskim? Aby być pewnym zdobycia najwyższego wierzchołka antypodów najlepiej zdobyć obie góry, wrażenia i niesamowita przygoda będą w tym przypadku trwały dłużej. Na Piramidę warto jechać, bo to nie tylko czysto górska przygoda?
Zdobycie Piramidy Carstensz to nie tylko (a może przede wszystkim) problem ze zdobyciem samej góry w sensie technicznym (wspinaczkowym), to również nie problemy z kapryśną czasami pogodą (deszcz). Sukcesem jest otrzymać wszystkie niezbędne pozwolenia od władz indonezyjskich, które starają się z różnych powodów izolować Nową Gwineę od reszty świata oraz dostać się pod górę, gdyż leży ona w środku równikowej dżungli.
PAPUASI
Pośród niedostępnych zakątków dżungli żyje ich ponad dwa miliony. Podobno mówią aż 250 różnymi językami. Jeszcze do niedawna nie wiedzieli nic o białych ludziach i kulturze cywilizacji zachodnich. Duża cześć z nich jeszcze 30 ? 40 lat temu była kanibalami wierzącymi, że zjedzenie innego człowieka dostarczy im jego siły. Dziś ten proceder oficjalnie jest zabroniony, ale nieoficjalnie cały czas praktykowany. Nowa Gwinea to prawdopodobnie ostatnie miejsce na Ziemi, gdzie ludzie żyją jak w czasach epoki kamienia łupanego. Dla uczestników wyprawy na pewno będzie to niesamowita podróż w zamierzchłe i nieznane nam czasy.
Po załatwieniu formalności wylądujemy małym samolotem na prowizorycznym trawiastym lądowisku w środku dżungli. Spotkanie z Papuasami zrobi na nas większe wrażenie niż my na nich (chociaż takie ekspedycje nie zdarzają się bardzo często), zwłaszcza mężczyźni, którzy często ?ubrani? w tradycyjny sposób, czyli jedynym ich ubiorem jest tzw. koteka ? wydrążona tykwa nałożona na penisa. Jej kształt, rozmiar, zdobienia są ściśle związane z pozycją, jaką jej właściciel zajmuje w plemieniu. Przebite uszy i nosy, w których umieszczone są kości lub pióra Kazuara, kolorowe opaski na ramionach i ciekawe czapki, pod którymi ukryte są bujne, czarne, kręcone włosy dopełniają całości stroju. Bardzo ciekawe są ich stopy, szerokie, chwytliwe, które są najpewniejszym środkiem transportu w podmokłej, błotnistej dżungli. Niestety ich kultura jest w zdecydowanym zaniku. ?Postęp? białej cywilizacji nakłada na nich karby ograniczeń: drewniane chaty zastępuje domkami z pustaków, tradycyjne stroje t-shirtami ?made in china?, zbieracko ? myśliwski tryb życia zupami w proszku. Będziemy mieli okazję przebywać z nimi przez kilka dni, podczas których będą naszymi przewodnikami i tragarzami wyprawy. Będzie to niepowtarzalna okazja aby ich lepiej poznać.
Warto kilka słów poświęcić tradycyjnej papuaskiej kuchni, którą być może będziemy mieli okazję skosztować. Nie jest ona zbyt wyszukana i składa się głownie ze słodkich zmieników, melonów oraz innych warzyw, ale na uwagę zasługuje sposób przygotowywania posiłków. W ziemi wykopuje się głęboki na ok. 1,5 metra, szeroki na metr dół, który wykłada się liśćmi bananowca. W ognisku rozgrzewa się kamienie, które przenosi się drewnianymi chwytakami do dołu a następnie kładzie na nich warzywa, potem znowu kamienie, warzywa itd. aż do całkowitego wypełnienia. Całość przysypuje się ziemią i pozostawia ten ?garnek? na ok. dwóch godzin. Po rozgrzebaniu cała grupa zasiada do wspólnego posiłku. Uczestnictwo białego człowieka w tej uczcie to wielki zaszczyt dla gospodarzy. Wszystko smakuje wyśmienicie, ale lepiej nie myśleć, czy aby w tym samym dole 30 -40 lat temu (a może i w obecnych czasach) nie gotowało się ludzkie mięso?
Dżungla przez duże ?DZ?
W linii prostej będziemy oddaleni od naszego celu wspinaczki o ok. 40km. Przeciętnie sprawny człowiek w naszych warunkach terenowych jest w stanie pokonać tą trasę w ok. 12 godzin. Nam zajmie to 6 dni! Na pewno wielu z państwa było w wielu miejscach na ziemi, być może byliście też w dżungli, ale czy aby na Nowej Gwinei? To, co nas prawdopodobnie zastanie zweryfikuje nasze wyobrażenia i wiedzę. Dżungla to niebywała plątanina wszelkiego rodzaju roślin, które bardzo skutecznie bronią dostępu w jej głąb, to olbrzymia wilgotność, duchota i wysoka temperatura, korony drzew zasłaniają słońce, które i tak jest schowane za grubą warstwą chmur, z których często pada deszcz, panuje półmrok. Całości dopełnia błoto, które miejscami jest po kolana. Aby nie było za lekko, pokonywana przestrzeni jest pofałdowana, raz w górę, raz w dół po błocie. Najbardziej emocjonujące będzie pokonywanie rwących rzek. Balansowanie na prowizorycznych mostach skleconych z lian, lub przechodzenie po przerzuconych w poprzek omszałych, śliskich pniach, odpędzając złe myśli mówiące, że jeżeli spadniemy to praktycznie nie mamy szans na ratunek. W takich warunkach, dziennie będziemy pokonywać średnio tylko po 5-6 km!
Jak nie dżungla to bagna
Po trzech dniach przedzieranie się przez gąszcz roślinności, często wycinany maczetami naszych przewodników, wyjdziemy na płaskowyż, tzw. Kembalo Plato. Pogoda dalej będzie deszczowa, zamiast błota pod nogami bagno i bardzo podmokły teren. Jednak brak plątaniny krzaków zdecydowanie poprawi nasze humory i sprawił, że żwawo podążymy w kierunku widocznego w oddali łańcucha gór. Sceneria niesamowita, dookoła będą rosły niezliczone ilości wysokich na 3 - 4 metry drzewiastych paproci, będziemy mijać bardzo ciekawe, formy skalne, przekraczać wijące się rzeki a miejscami można mieć wrażenie, że jesteśmy w krainie dinozaurów i za chwilę jeden z nich wyjdzie na wprost nas. Raczej nie spotkaliśmy nikogo obcego. Miejscowi nie zapuszczają się w tamte rejony zbyt często (po prostu nie mają tam nic do roboty) a wyprawy europejczyków są jeszcze rzadsze.
Skalna ściana Piramidy
Ze wszystkich szczytów należących do Korony Ziemi wspinaczka na Piramidę Carstensz jest najbardziej technicznym przedsięwzięciem. Do pokonania jest 800 metrów prawie pionowego terenu, wykorzystując systemy zacięć i rys w bardzo dobrze urzeźbionej skale, ale jednocześnie ostrej jak brzytwa, która rani palce u rąk wspinacza. Oczywiście wykorzystuje się sprzęt wspinaczkowy (liny, uprzęże, kaski), a całość podjętego wyzwania, zwłaszcza uwieńczona sukcesem daje wiele satysfakcji sportowej i jest niezapomnianym przeżyciem. Wspinaczkę rozpoczniemy wcześnie rano (jeszcze o zmroku), tak, aby po ok. 8-10 godz. osiągnąć wierzchołek drogą klasyczną oraz wrócić do namiotów przed zapadającym zmierzchem. Nagrodą za wysiłek będzie wspaniały widok na łańcuch gór śnieżnych na czele z drugim co do wysokości szczytem Nowej Gwinei ? Nga Pulu.
W pobliżu miejsca zwanego Zebra Wall (oddalonego o ok. 3 godziny z bazy) zaczyna się teren drugiej co do wielkości kopalni miedzi i złota na świecie. Jest on pilnie strzeżony, ale jest szansa zobaczyć największe na świecie ciężarówki o ładowności 340 ton, przewożące tysiące ton skał, z których wydobywa się cenne minerały. Na kopalnię będziemy mieli również widok z grani, podczas zdobywania Piramidy. |